Ten tego, jakby to powiedzieć. Systematyczność i konsekwencja nie należą do grona moich licznych zalet, choć z uporem staram się je w sobie wyhodować od lat. Z różnym skutkiem
Ostatni wpis na tym blogu miał miejsce jakieś 4 miesiące temu, od tego czasu widziałam parę fajnych i kilka mniej fajnych przedstawień. Ważniejsze: “Zmierzch bogów” Kleczewskiej w Kochanowskim w Opolu (imponujący “barokowy” żyrandol), “Końcówka” Lupy przywiezioną z Madrytu na Ars Cameralis do Chorzowa (!!!), “Piekarnia” Klemma w Starym Teatrze (energetyczny Brecht). Na scenie częstochowskiej też się co nieco pokazało – m.in. “Tacy duzi chłopcy” i ostatnio “Znikomość” (!).
Minęła już 1/12 roku pańskiego 2011. Bez rewelacji. A może to ja już taka sceptyczna jestem?
Idę rozbierać choinkę